Witajcie!
Wielkie przeżycia za mną:))) ponieważ zaniemogła moja niania, zmuszona byłam zabrać moją Małą do przedszkola, w którym pracuje. Z sercem na ramieniu aby nikt koło niej nie smarkał. nie kichnął, nie potrącił przypatrywałam się jej pierwszym krokom w m, środowisku rówieśniczym, mocno głośnym i już zważywszy na drugi semestr, mocno pewnym siebie na kolorowym przedszkolnym dywanie:) I co? a dała sobie rade!!!! A ja jak skośnooki turysta z kraju kwitnącej wiśni latałam jak zwariowana z aparatem aby uwiecznić pierwsze mycie rączek, pierwszą walkę o zabawkę, pierwszą przedszkolną zupkę i próbę leżakowania!! A dokładnie dwa lata temu śmiałam się z przyjaciółki która robiła identycznie to samo gdy przyprowadziła swojego synka pierwszy raz do przedszkola:) niezapomniany widok, choć w życiu nie chciałabym mieć jej w swojej grupie, nie wyobrażam sobie przeprowadzenia jakichkolwiek zajęć z uwieszonym u nogi bąblem!! Dzisiaj dwa anioły, jeden dla małej księżniczki, stąd "zosine wrzosy", drugi dla Maleństwa jako pamiątka Chrztu Świętego, pozdrawiam cieplutko!!

